Aby zobrazować ideę tego artykułu, muszę najpierw poprosić Cię o jedną rzecz. Zaloguj się w wolnej chwili na Facebooka lub Instagrama, wejdź w zakładkę popularnych treści, a następnie sprawdź, po ilu sekundach wyskoczy Ci pierwsza sponsorowana rolka na temat KOLEJNEJ WIELKIEJ REWOLUCJI AI. Wszyscy „eksperci” są zgodni. Jeżeli w jakimkolwiek obszarze życia nie korzystasz jeszcze z Chata-GPT lub innego LLM-u, to marnujesz setki, jeśli nie miliony okazji. Twoja konkurencja już to robi i jeśli za nią nie nadążysz, przegrasz w biznesie, relacjach i życiu. Zdaniem (często samozwańczych) ekspertów AI powinno planować za Ciebie, pisać za Ciebie, myśleć za Ciebie, układać dzień, miesiąc lub całe życie. Im więcej rzeczy robisz z pomocą LLM-ów, tym lepiej. Bo przecież na tym polega optymalizacja, prawda? Cóż, natłok tego typu treści zaczął mnie już lekko męczyć. Dlatego w tym tekście spojrzę na całą współczesną rzeczywistość nieco chłodniejszym okiem i mam nadzieję, że tym krótkim artykułem dam Ci do myślenia 🙂
Podobno w dzisiejszych czasach wszystkie najważniejsze informacje trzeba zamieszczać już na początku tekstu. Jeżeli więc nie chcesz czytać niczego długiego, zostawię Cię z tymi trzema krótkimi faktami.
Dziękuje i do zobaczenia 😉

A jeśli jeszcze tu jesteś, zapraszam do lektury pełnej wersji tekstu, która nieco bardziej tłumaczy moje słowa 🙂
W świecie social mediów już od dłuższego czasu mamy okazję obserwować wysyp „prawdziwych ekspertów”, którzy zachęcają do niemal bezgranicznego korzystania z AI. Zewsząd atakują nas komunikaty:
TWOJA KONKURENCJA UKŁADA CAŁY BIZNES Z AI! NIE ZOSTAWAJ W TYLE!!
NIE PROWADZISZ BIZNESU Z GPT? NIGDY NIE BĘDZIESZ PRZEDSIĘBIORCĄ!
JEŚLI JESZCZE NIE ZNASZ TEGO TRIKU Z AI, OKRADASZ SWÓJ BIZNES!!
Kiedy słyszysz coś takiego, faktycznie możesz pomyśleć, że trzeba natychmiast nadrobić swoje technologiczne braki. Cóż, przynajmniej tak pomyślały liczne amerykańskie firmy i efekt był… kiepski 😉
Jednym z powodów powstania tego tekstu był artykuł, który niedawno ukazał się w amerykańskim The Hill. Już sam tytuł tego tekstu jest bardzo wymowny – „Companies have invested billions into AI, 95 percent getting zero return”, czyli „Firmy zainwestowały miliardy dolarów w AI, ale 95% z nich nie zyskało na inwestycji”.

Dla wielu młodszych ludzi jest to zapewne pierwszy realny kontakt z tzw. bańką spekulacyjną. Sięgnijmy teraz do Cioci Wikipedii. Zgodnie z definicją jest to – „samonapędzający się proces niezrównoważonego wzrostu lub spadku cen dóbr na rynku. Często związany z nadaktywnością rynkową, która ma charakter przejściowy. Po okresie stosunkowo szybkiego wzrostu cen dóbr następuje gwałtowny ich spadek, często nazywany pęknięciem bańki (krachem), co najczęściej związane jest z radykalnym spadkiem wartości zasobów wielu inwestorów”.
Osoby w średnim wieku miały już okazję obserwować podobny przypadek, kiedy na ich oczach powstawała i upadała słynna bańka dotcomowa. Na początku lat 90. XX wieku istniał bardzo podobny mechanizm. Kiedy na rynku pojawił się Windows 95 i pierwsze przeglądarki internetowe, eksperci (skądinąd słusznie) stwierdzili, że internet to przyszłość biznesu. Jednak to sprawiło, że inwestorzy dosłownie rzucili się na firmy działające w internecie. To szybko doprowadziło do zawyżania wycen spółek i coraz bardziej odrealnionych wzrostów. Ostatecznie bańka pękła w 2000 roku, a z rynku wyparowały miliardy dolarów.
Cóż, jako magister historii mogę teraz przypomnieć jedno z najbardziej znanych historycznych powiedzeń. Głosi ono, że „osoby, które nie znają historii, będą skazane na jej powtarzanie”.
Dobra wiadomość jest taka, że cytowany przeze mnie artykuł zaczyna wreszcie pokazywać pewną tendencję. Mianowicie ludzie zaczynają zadawać pytania i patrzeć na AI nieco bardziej krytycznym okiem. Dowód?
Od pewnego czasu coraz częściej spotykam się ze stwierdzeniami, że Chat-GPT, Claude lub inne tego typu rozwiązania to nie AI, tylko LLM. Pochylmy się teraz nad tym nieco głębiej.

LLM to akronim od Large Language Model, czyli w dosłownym tłumaczeniu – „Wielki Model Językowy”. Jest to specjalny algorytm, który pozwala na generowanie, tłumaczenie, pisanie lub wykonywanie innych zadań. Ponownie sięgnijmy do Cioci Wikipedii. W definicji LLM znajdziemy bardzo ciekawe zdanie – „Duże modele językowe mogą być wykorzystywane do generowania tekstu poprzez wielokrotne przewidywanie następnego tokenu lub słowa, przez co zaliczane są do generatywnej sztucznej inteligencji”.
Wyjaśnijmy więc sobie jedną rzecz. Twój ulubiony asystent AI tak naprawdę niczego nie tworzy. Te wszystkie modele po prostu przewidują, jakie słowo może być najtrafniejsze w danym kontekście i na tej podstawie generują kolejne frazy w wypowiedziach. Oczywiście cała analiza odbywa się na podstawie bazy danych LLM-u, czyli treści, które już zostały przez kogoś stworzone.
Zrozumienie tego faktu dość mocno zmienia optykę i może odmienić Twoje zdanie o promowanej wszędzie technologii.
Jeżeli od razu wrzucasz mnie do szufladki „dziadersów” oraz wrogów technologii, to uprzejmie informuję, że jest wręcz przeciwnie. Od zawsze gorąco kibicuje rozwojowi wszelkich technologii, które mogą uczynić nasze życie lepszym.
Niestety, tutaj pojawia się problem, który pozwolę sobie opisać na pewnym przykładzie. Otóż AI w idealnym świecie powinno działać na zasadzie podobnej do autopilota w lotnictwie. Piloci mogą uruchomić idealnie skonfigurowany komputer, wprowadzić do wszystkie niego parametry lotu i obserwować pracę systemu. Jednak to nie oznacza, że piloci nie są już potrzebni w kabinie. Ba! Piloci muszą być w każdej sytuacji gotowi do ręcznego przejęcia sterów, jeśli sytuacja będzie tego wymagać.

Czyli mamy tutaj idealny układ. Z jednej strony mamy niezwykle zaawansowany technologicznie system, który poprawia bezpieczeństwo i ułatwia przy tym życie. Natomiast z drugiej strony mamy rygorystyczne procedury oraz wymóg stałego nadzoru nad technologią.
Chyba już wiesz, dokąd teraz zmierzam. Wszyscy guru od AI chcą wmówić Ci, że LLM-y to właśnie taki autopilot, który może doprowadzić Twoje życie i biznes do każdego punktu docelowego. Jeżeli jednak w to uwierzysz, a następnie opuścisz kabinę pilota, Twój lot może się bardzo źle skończyć.
Okej, możemy teraz wreszcie przejść do kluczowej kwestii, czyli problemów związanych z AI. Spokojnie! Nie będę Ci niczego narzucać i do niczego przekonywać. Jednak chcę uświadomić Ci kilka faktów:
Wyjaśnię Ci teraz, dlaczego każde z tych stwierdzeń jest prawdziwe.
Po pierwsze, natrafiłem w swoim życiu na liczne ciekawe koncepcje dotyczące biznesu. Jednak moja ulubiona maksyma brzmi następująco – „Im bardziej potrafisz robić coś w sposób, którego nie potrafią inni, tym lepiej będzie funkcjonować Twój biznes”. Jeżeli więc uważasz, że bezrefleksyjne wrzucenie kolejnego generycznego posta AI odmieni Twój biznes, boleśnie się rozczarujesz 🙂
Po drugie, tak – AI zapewnia ogromne możliwości, podobnie jak wspomniany przeze mnie wcześniej autopilot. Jednak jego potencjał zależy tylko od tego, jak Ty korzystasz z AI. Jedyną sensowną opcją jest połączenie potencjału AI z Twoimi zawodowymi kompetencjami i zdolnościami. Autopilot nie zapewni Ci bowiem żadnych efektów, bo nie zrobi nic, czego nie mogłaby zrobić Twoja konkurencja.
Po trzecie, halucynacje są mało przyjemne. Dobrze wiedzą o tym piloci, himalaiści oraz entuzjaści AI, którzy się o tym boleśnie przekonali. Niestety, brak kontroli sprawi, że Twój ulubiony asystent może dość szybko polubić konfabulowanie, a jego zmyślone teorie brutalnie obniżą Twoją biznesową wiarygodność.

Wróćmy jeszcze raz do mojej analogii. To Ty jesteś pilotem swojego życiowego oraz biznesowego lotu. Możesz więc bezgranicznie zaufać technologii i liczyć na to, że jakoś dolecisz do celu. Jednak możesz również rozsądnie ułatwiać sobie życie, ale przez cały czas kontrolować Twojego autopilota. Wybór należy do Ciebie.
Co ja sądzę o AI? Jako copywriter z ponad 10-letnim doświadczeniem określę to w ten sposób. LLM-y faktycznie są w stanie pisać proste, krótkie i mało wymagające treści. Jeżeli jednak znasz się na języku, szybko odkryjesz, że te treści są po prostu bardzo generyczne.
Jasne, zawsze możesz bawić się z algorytmami w kotka i myszkę. Możesz wrzucać ten sam tekst do różnych LLM-ów i prosić o poprawki. Zawsze możesz korzystać z „humanizatorów treści”. Możesz pisać prompty na 10000 wyrazów oraz określać każdy detal pracy LLM-ów. Pytanie tylko, czy wtedy naprawdę możesz mówić o oszczędności czasu i optymalnej pracy? 😉
Z mojej perspektywy AI to całkiem przydatne narzędzie pod kątem researchu oraz wspierania procesów kreatywnych. Jednak bardziej wymagające zadania, przynajmniej na razie, zostawiłbym realnej ludzkiej inteligencji.
Jeżeli podoba Ci się mój styl i chciałbyś, aby podobne teksty znalazły się na Twojej stronie lub mediach społecznościowych, zapraszam Cię do kontaktu – kontakt@twojeteksty.pl.
This site is protected by wp-copyrightpro.com